I od tego nie odejdę

Październikowy wieczór, nikt nie chciał „wyjść” na piwo, a ja zrobiłem sobie dziś przerwę w „treningach” i tak z okazji pojawienia się bonusowego czasu przeznaczyłem go na przemyślenia.

Około miesiąc temu skończył się sezon kolarski i mając trochę innej pracy postanowiłem odpocząć od roweru. Biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, „rozłąki” tej miało być 2 tyg, jak postanowiłem tak zrobiłem. Przez rozłąkę z rowerem mam na myśli też wszelkie rzeczy z tym związane, a przede wszystkim dietę, żyje się tylko raz więc od czasu do czasu można pozwolić sobie na nie liczenie kalorii. Pracy którą założyłem początkowo było sporo, później jednak się to lekko zluzowało, a że jestem typem człowieka, który ciężko zmienia postanowienia, to końcówka 2-tyg laby zaczęła mi się strasznie dłużyć. Nagle gdy nie musiałem iść na trening, gdy nie musiałem się spinać, żeby wszystko zgrać i z wszystkim się wyrobić uświadomiłem sobie, że „nie mam w co wsadzić ręce” (a zbiegło się to jeszcze z okresem w którym nie miałem internetu w domu). Ile razy można oglądać ten sam film, ile można spać popołudniami, ile można siedzieć przed kompem i klikać w kółko jedno i to samo, nawet mając internet to przeglądamy w kółko jedne i te samy strony, a najgorsza jest świadomość, że wiemy iż i tak nie zaskoczy nas na tych stronach nic nowego a dla zabicia czasu i tak kilka razy „refreszniemy” je, po pewnym czasie nawet „fejsbuka” nie daje się już oglądać ;)

Dodatkowym bodźcem dla tego tekstu jest dzisiejszy dzień – wtorek. Dziś znowu miliony polaków pokażą jakimi są fanami „kopanej” i pięknego stylu Barcelony, a Liga Mistrzów to sport na najwyższym poziomie. Otworzą borowara i dumnie zasiądą przed TV (znaczy w tym momencie pewnie już siedzą), naoglądają się wygimnastykowanych „atletów”, wpadną w kompleksy i otworzą kolejne piwo by na wieczór z dumą powiedzieć „trzy strzeliłem” i pójść spać. Przecież łatwiej jest założyć, że takim jak oni nigdy nie będę i nawet nie próbować, bo szkoda czasu, dla nich
Czas j tam upłynie

A wracając do wpisu i moich przemyśleń. Po 2 tygodniach nic nie robienia wsiadłem na rower i w jeden „łikend” zrobiłem 180km, mimo dużego zmęczenia po ponad 130km trasie poczułem, że dobrze wykorzystałem swój czas i że nie zmarnowałem całej niedzieli przed kompem.

W międzyczasie dowiedziałem się o półmaratonie w Szamotułach i postanowiłem się za siebie zabrać („dzięki” odpoczynkowi waga skoczyła mi o 4kg w ciągu 2 tyg). Czasu nie było wiele (2 tyg), ale wystarczająco, aby choć trochę przyzwyczaić nogi do innego wysiłku niż ten na rowerze. W myśl powyższej zasady nie zrezygnowałem z celu tylko dlatego, że czasu jest za mało i nie dam rady, starałem się dobrze wykorzystać każdy pozostający dzień i udało mnie się wykonać przed wyścigiem 7 typowo biegowych treningów + kilka dłuższych rowerowych przejażdżek (wszak dla płuc nie ma znaczenia czy biegamy czy jeździmy, a nogi przynajmniej u mnie trochę odpoczną). Efektem powrotu do sportu jest zrzucenie niechcianego kilograma, brak „nudy” i poczucia zmarnowanego czasu. I mimo coraz mocniej dającej o sobie znać jesieni, a za chwilę zapewne zimy, wiem że od tego (sportu) nie odejdę.

zdjęcia
Rober Zabel – https://picasaweb.google.com/106465947546898436235/SamsungPoMaratonSzamotuY21102012
Agnieszka Kaniewska – https://picasaweb.google.com/104617059929125164683/20121021IISamsungPoMaratonSzamotuY

Tagi: , , ,

23 października 2012 | biegi

Komentowanie wyłączone.