Trochę nowości w świecie virtual ride

Do tej pory wirtualna jazda na rowerze kojarzyła się głownie z aplikacją Zwift, owszem programów do treningów na trenażerach, głownie tych smart jest cała masa, jednak to Zwift stawiając na możliwość rywalizacji z innymi zawodnikami z całego świata i prezentujący całkiem niezłą grafikę na pewno wybijał się.

Jakiś czas temu natrafiłem na informację o nowy, podobnym do Zwifta projekcie – Road Grand Tours, wszedłem na stronę, wypełniłem formularz do zapisu na beta testera i zapomniałem o tym, na szczęście gdy beta testy ruszyły na mojej skrzynce mailowej pojawiła się o tym informacja wraz z zachętą aby sprawdzić jak to się prezentuje.

Co prawda nie spędziłem z RGT zbyt dużo godzin jednak pewnymi spostrzeżeniami już mogę się podzielić. Aplikację testowałem na wersji 19.18c i miałem do niej parę uwag, z których kilka jak widzę zostało poprawionych w najnowszej wersji 21.18

  • kamera w trybie trzeciej osoby zbyt blisko zawodnika
  • wiadomości z chata automatycznie chowane po 10 sekundach (mało istotny message wiszący przez 2h na ekranie był dość irytujący)

Z zauważonych przeze mnie bugów o których nie ma informacji aby zostały poprawione to

  • czasem (nie zawsze) w pliku ze zrzutem ekranu pozostaje informacja o miejscu zapisania pliku (screena taki w zasadzie nie nadaje się już do pokazania)
  • pliki GPX z treningami, które można pobrać przez stronę mają błąd walidacji podczas importu w innych aplikacjach

Ok, po takim lekko przy nudnawym wstępie teraz już o samej aplikacji.

  • na plus na pewno stawianie na realne trasy – mamy możliwość wjechać Stelvio (https://www.strava.com/activities/1580170230), pojeździć „białymi drogami” (https://www.strava.com/activities/1577897220), czy zdobyć słynnego Giganta Prowansji (tu mnie jeszcze nie było)
  • ciekawa wizualizacja zysków z jazdy na kole (widoczne na jednym ze screenów w prawym górnym rogu zielona linia na wykresie)
  • „boty”, czyli komputerowi zawodnicy jeżdżący po wybranej przez nas trasie, najczęściej ze stałą mocą – można potrenować jazdę na kole i trochę mniej się ponudzić przy aktualnym braku dużej ilości realnych zawodników
  • nie najgorsza grafika, choć na najwyższych detalach i rozdzielczości full hd u mnie nie było już płynnie (laptop z grafiką Intel HD 4600 nie powala), dlatego jeździłem głownie na średnich detalach
  • możliwość podpięcia konta Strava i automatyczny upload treningu na nasze konto (minus taki, że na chwilę obecną tylko Strava)
  • gorsza (nie powiem że jakaś bardzo słaba) fizyka (zachowanie) zawodnika niż w Zwift

Podsumowując, jak dla mnie ciekawa alternatywa dla Zwift, nie mówię że do zastąpienia ale jako urozmaicenie na pewno, ciekawe realne trasy (fajnie wygląda na Strava), nic tylko czekać aż wyjdzie z fazy beta i zacznie przybywać zawodników, bo jednak to co mocno przyciąga do Zwift to rywalizacja

Na koniec parę screenów, na początek porównanie detali grafiki

Podsumowanie sezonu MTB i powrót na stare śmieci

Sezon 2012 się zakończył, przynajmniej dla mnie jeżeli chodzi o ściganie, teraz wstępuję w okres rozjazdowo-przygotowawczy do nowego sezonu, poprzedzony 2 tyg „(nie)zdrowym opierdalaniem się” ;)
Przy okazji postanowiłem też powrócić na stare śmieci i uciec z bloga TC-Team.pl, skoro Krzyś przestał się udzielać, to sam mogę pisać tu, nie muszę tam ;) Swoją drogą przypomniał mnie się pierwszy wpis dotyczący moich rowerowych wyczynów – http://lewyino.pl/2009/06/a-ja-na-tej-wojnie-ponad-2-godziny/ ciekawe kto to czytał :P

Co do sezonu 2012, to na poważne zacząłem go w marcu, styczeń i luty były dość słabo przetrenowanymi miesiącami, głównie z racji kontuzji złapanej na początku roku (a może to taka moja wymówka;)) W każdym bądź razie od marca zacząłem więcej jeździć na rowerze, miałem końcówkę siłowni oraz nie mogłem zaniedbywać biegania, przecież pierwszy start w sezonie nie był na rowerze, a był to połmaraton Poznański i miał początkowo cel – przebiec, a w trakcie treningów cel został podniesiony na ukończenie w czasie poniżej 2 godzin, cel udało się osiągnąć 1:51:53 (czas netto niecałe 1:50) i w taki oto sposób rozpocząłem sezon.
Sezon 2012 był też pierwszym moim pełnym sezonem, a więc też sezonem z największą ilością startów, nie pamiętam ile planowałem, ale jak zawsze więcej by się chciało niż zrealizować się dało.
Starty rozpocząłem 15.04 w Murowanej Goślinie podczas Powerade Garmin MTB Marathon i wynik mnie zaskoczył, 37/299 osób open na dystansie mini (w poprzednim sezonie meldowałem się trochę wyżej niż w połowie stawki) pokazał, że pojeździć, nawet nie dużo na rowerze, ale zawsze podczas zimy to kosmiczna różnica względem osób „zimujących”, zwłaszcza różnica ta uwidacznia się na początku sezonu, później się zaciera, ale satysfakcja z dobrego wyniku daje dalszą motywację ;)
Nad startami rozczulać się nie będę, każdy z nich w miarę możliwości opisywany był na blogu i informacje szczegółowe znaleźć można tutaj – http://TC-Team.pl
Jednak w podsumowaniu przypomnieć trzeba sobie każdy
22.04 i kolejny start – Dolsk i Grand Prix Wielkopolski w maratonach MTB, 2x przebita opona i pierwszy w życiu DNF
29.04 – Metropolia w Bydgoszczy i pierwszy w życiu tak długi wyścig (55km)
20.05 – Gniezno i GP WLKP, oraz sprawdzian formy przed szczytem
27.05 – Skandia Lublin, główny wyścig sezonu ze względu na Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w maratonach MTB
03.06 – Skandia Gdańsk
17.06 – Igrzyska Olimpijskie Sportowców Wiejskich
24.06 – Wyrzysk i GP WLKP, pierwszy poważny zgon na trasie, 70km w wysokiej temperaturze + przebita opona na start
22.07 – Skandia Bytów, czyli Kebab, żubrówka i życiówka, ale nie próbujcie tego sami :D
12.08 – Suchy Las GP WLKP
19.08 – Wałcz GP WLKP i kolejny mocny zgon, 80km w upale i piaskach
26.08 – Kaczmarek MTB Nowa Sól, coś nowego, a do tego bardzo fajna impreza i myślę, że w przyszłym sezonie odwiedzę coś więcej z tego cyklu
09.09 – Skandia Rzeszów, ważny start z pomyłką organizatora i 500km w jedną stronę, żeby pościgać się przez 10km na trasie wyścigu rodzinnego
15.09 – Michałki i tyle dziur nie przeżyłem chyba przez resztę sezonu, ale wyścig miał coś w sobie i pewnie tam wrócę za rok
22.09 – Skandia Kwidzyn, najlepszy wynik na koniec sezonu
23.09 – Łopuchowo GP WLKP i kolejny dobry start ale tym razem z pechem i kolejnym laczkiem

I tak w skrócie można podsumować ten sezon. 16 startów na rowerze (w tym 2 nieukończone, pierwszy laczek, drugi organizator) podczas których złapałem 4 laczki (2 w Dolsku licze, pierwsze w życiu na wyścigu) i 1 półmaraton. Sezon z głównym nastawieniem na doświadczenie i rozwój, posmakowanie dłuższych dystansów i powalczenia podczas MP Dziennikarzy, w zasadzie wszystko udało się zrealizować, więc można sezon uznać za udany.
Dodatkowo udało się też zrealizować mniejszy plan zgubienia kilku kilogramów, w styczniu po wejściu na wagę ujrzałem 93.8kg i postanowiłem coś z tym zrobić, nieśmiało myślałem o 80kg na koniec sezonu, a potem „dogubieniu” jeszcze 5kg zimą i następny sezon chciałbym zacząć z wagą 75kg. Jednak to co zrobiłem nawet mnie zadziwiło, na końcówkę sezonu waga spadła do 75kg (a nawet lekko poniżej), ciekawe tylko do jakiego poziomu podskoczy po aktualnym 2 tygodniowym lenistwie.

tak więc na pocątek następnego sezonu może 70kg ;)

Jeszcze parę suchych statystyk dla potomnych, okres 01.03.2012 – 30.09.2012
dystans: 6257.7km
czas: 269h 13m
w tym jakieś 150km bieganie, a że za szybko nie biegam to pewnie zajęło to jakieś 15h ;)

A teraz dla tych co dotarli do końca jeszcze rozkminka ;)
Blog ma nazwę – „Z życia programisty, nie tylko o programowaniu” i coś czuje, że trzeba zmienić bo wpisy rowerowe mogą być częstsze. Na razie z pomysłów jest całkowity obrót „Z życia rowerzysty-amatora, nie tylko o „pedałowaniu” i miks „Z życia programisty, głównie o „pedałowaniu””, a może jakieś propozycję ;)

na koniec mała galeria wybranych zdjęć z sezonu


autorami zdjęć są
Kamil Mateja – https://plus.google.com/photos/106937120747539372065/albums/5791071249723184305
Mi Se – https://picasaweb.google.com/105479128468102583795/GrandPrixWielkopolskiWMaratonachMTB23092012Opuchowo
Mi Se – https://picasaweb.google.com/105479128468102583795/MichaKi2012WWieleniu
Marcin Jaworski – https://plus.google.com/photos/114371762412810657309/albums/5776193556103092065?banner=pwa
Mi Se – https://picasaweb.google.com/105479128468102583795/GrandPrixWielkopolskiWMaratonachMTB201212082012SuchyLas
Pyrcyk Poznań – https://picasaweb.google.com/114488523242078825673/GRANDPRIXWLKPWMARATONACHMTBSUCHYLAS12082012
Cyryl Szweda
Wojtek Szabelski / Freepress.pl

A ja na tej wojnie ponad 2 godziny

Deszcze niespokojne
potargały sad,
a my na tej wojnie
ładnych parę lat.

Ta oto piosenka zabrzmiała tuż przed startem do IV edycji SKANDIA Maraton LANG TEAM w Nałęczowie.

Ale od początku. Pogoda przed startem w Nałęczowie nie rozpieszczała, od środy praktycznie w całej Polsce przytoczone już deszcze niespokojne. No ale trudno, cocojumbo i do przodu jak to mawiają, więc postanowiłem się wybrać. Dzień wcześniej oczywiście wyjazd już do Warszawy i nocleg u znajomego, a w niedzielę o godzinie 6:40 pociąg do Nałęczowa. Ranek napawał optymizmem, niemal bezchmurne niebo, ale niestety im bliżej miejsca docelowego tym gorsza pogoda, do tego informacje, że deszcz ma zacząć padać o 10:30. Po dojechaniu do celu, szybkie rozeznanie i zapisanie się na wyścig – dystans mini 34 km i udział w Mistrzostwach Polski dziennikarzy. Następnie przebranie się w odpowiedni strój, wsiadamy na rower i udajemy się na start. Na starcie ostatnie rozmowy i nagle zaczyna padać, a żeby wszystkim zrobiło się weselej, osoba odpowiedzialna za oprawę muzyczna najpierw puszcza piosenkę „Ciągle pada”, a następnie „Deszcze niespokojne”. Tuż przed startem jeszcze informacja, że w środkowej części trasy można napotkać problemy, ponieważ całą noc padało.

Teoretycznie pierwsze 2 km miały być startem honorowym, jak się później okazało „gaz” poszedł już od początku, a że mój rowerem, a zwłaszcza opony jakie posiadał nie bardzo nadawały się na tego typu pogodą, to od początku jechałem dość powoli, pierwsze osoby zacząłem tak naprawdę mijać gdy zaczął się asfalt, o tyle dobrze, że było go dość dużo od startu, tak więc startując z końca stawki, myślę, że przebiłem się przez około 100-120 osób. Po paru kilometrach asfaltu pierwsza ciekawsza przeszkoda – podjazd po betonowych płytach i wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że przy końcu podjazdu zakopał się samochód i zablokował przejazd, rozładowanie „korka” zajęło sporo czasu, sam stałem chyba z 5 min. Potem jeszcze trochę asfaltu i nadrobionych parę pozycji (teoretycznie pierwsze 10km było po asfalcie), a następnie zaczyna się zabawa, pierwsze drogi leśne, nie takie złe, w miarę utwardzone i można było jechać, oczywiście osoby posiadające bardziej przystosowane do warunków ogumienie zaczęły mnie wyprzedzać, tak jak ja je wcześniej. Nie wdając się w szczegóły opiszę tylko kilka najfajniejszych momentów trasy, dość ciekawy zjazd do wąwozu, nie pamiętam który kilometr, pamiętam, że ustawione tam były 3 aparaty, może znajdę zdjęcia gdzieś w sieci, to umieszczę, w każdym bądź razie sporo osób będzie miało super fotki, gdy upada :-). Najciekawszym moim zdaniem miejsce na trasie był chyba około 2-3 km odcinek w polu i to dosłownie, polna gliniana ścieżka a przejechanie przez nią było niemożliwe, wszyscy zsiedli z rowerów i prowadzili je bokiem, gdzie jeszcze ziemia nie była tak rozjechana, niestety na niewiele to się zdawało i tak co parę minut trzeba było ściągać błoto z hamulców, ponieważ koła stawały w miejscu, a sam rower ważył kilka kilogramów więcej. Ostatnim ciekawym miejscem był wąwóz w Wąwolnicy (chyba) i gdyby nie założona tam kostka brukowa byłoby naprawkę nieciekawie.

już na mecie :D

Ostatecznie jak się okazało dystans 34 km pokonałem w czasie 2 godzin 4 minut i 29 sekund, co dało mi 232 lokatę wśród wszystkich startujących na dystansie mini, 72 w mojej kategorii wiekowej i 15 wśród dziennikarzy. Z czasu na pewno zadowolony być nie mogę, 10 minut gorzej niż w zeszłym roku, mimo lepszego przygotowania, siły były, niestety sprzęt na więcej nie pozwolił.

Mistrzem Polski dziennikarzy został Cyryl Szweda, o tyle cieszy iż jest to dobry znajomy, z którym miałem przyjemność podróżować przez pół Polski z Torunia do Nałęczowa :-)